Lodowy Demon - wierszyk

bed wh.jpg

Kochanie czemu nocami nawiedzasz mnie?
Chyba stamtąd nie powrócił jeszcze nikt
Więc czemu przychodzisz mimo zamkniętych drzwi?
Bardzo proszę Cię nie rób więcej tego mi
Twój brak zjada moją duszę, jestem żywy trup
Ale gdy się pojawiasz czuję tylko strach i chłód
Od dawna nie ma Ciebie przecież już wśród żywych!
Ale gdy stajesz przede mną jesteś jak prawdziwa
Karmisz się moim strachem każdej nocy
Nie mogę uciec, nie mogę krzyczeć: "Pomocy"
Mój dom nawet po śmierci jest Twoim domem!
Oczy Twe zimne, tak krystalicznie szalone
Za dnia na myśl o nocy to ja cały drżę
Starczy tego! Z tego świata zabierz mnie!
Gdy będzie już po mnie, oboje po tej samej stronie
Zrozumiem wreszcie oczu Twych lodowatą agonię

Unoszę powieki, razi ostre światło
Miejsca nie poznaję czemu na mnie padło?
Czy to znajomy chłód znów skrada się do mnie?
Wiem, że gdzieś tu jesteś Lodowy Demonie!
Ruszyć się nie mogę, jestem skrępowany!
Nie ma okien ani klamek, miękkie cztery ściany
Co mam sądzić zatem? Ale położenie!
Lekarzy pieprzenie! Nie jesteś złudzeniem!
Teraz pragnę Twej zimnej dłoni na mej skroni!
Rozpalonej, chodź tu od gorączki płonę!
Dlaczego Cię nie ma gdy Cię potrzebuję?
Za co tak brutalnie się ze mną rachujesz?
Kochanie wiesz, że nadziei nigdy nie stracę
Kiedyś na suficie bieli Cię znowu zobaczę!
W końcu przyjdziesz by ukoić me cierpienie
Znów ujrzeć te oczy jest moim marzeniem!