Powstanie Bohdana Chmielnickiego- początek

Hodowo?
Łojów?
Martynów?
Trzciana?
Suczawa?
Trembowla?
Kłecko?
Hammersztym (dzisiejsze Czarne)?
Tak na szybko przypomniały mi się mało znane bitwy.
 
Ostatnia edycja:
Epilog

Bardzo bogata wiedza, zawsze można dla siebie wyłowić jakąś perełkę, brawo.
Nie wiem czy nie doczytałem, czy umknęło mi to, przez moje nie dość wnikliwe przestudiowanie wszystkich postów, ale zabrakło mi epilogu. Jaki finał zgotowało życie i historia dla samego Chmielnickiego i Ukrainy.

Z tego co udało mi się przeanalizować i wyczytać w różnych źródłach historycznych to Chmielnicki skończył marnie i podobny los spotkał Ukrainę.

Nie wiem czy wszyscy o tym wiedzą, ale po klęsce buntów jakie wszczął Chmielnicki, co zrobił?
Tak moi mili to był jego największy katastrofalny błąd życia,
z hołdował carowi Rosji, oddał moskalom Ukrainę za jurgielt który mu płacił car.
Oddał w poddaństwo ziemie za które walczył największemu swojemu wrogowi, moskalom.

Zaraz podniosą się głosy, a co miał zrobić?! Z buntował się przeciw Najjaśniejszej. Te głosy będą zaciekle bronić Chmielnickiego i jego decyzji , bicia pokłonów Moskwie. Bo jaki los mógłby go czekać, gdyby tego nie uczynił?
Jego obrońcy zapewne twierdzili by , że musiałby dać gardło.

A nie prawda, zwracam się tu do jego obrońców, wcale nie musiał iść na moskiewski żołd i bić pokłony hołdu carowi.

Mógł to samo uczynić i z hołdować przed władcą Najjaśniejszej i prosić o łaskę Króla Polskiego.

Wszyscy, którzy choć trochę interesują się historią a tu jak mniemam są osoby co ich zainteresowania są większe niż trochę.
Wiedzą doskonale ilu w naszej historii mieliśmy takich , buntowników, zaprzańców, a i było kilku nawet zdrajców, którzy powinni być karani na gardle, a uchodziło im to na sucho. Korząc się przed naszymi władcami prosząc o łaskę i nasi władcy darowali im winy.
Mniemam, że i w tym wypadku potoczyło by się podobnie.
Chmielnicki poszedł na służbę do wroga i oddał Ukrainę moskalom.

Kto był na Ukrainie to widział ile pomników ma postawionych Chmielnicki, ile skwerów i ulic nosi jego imię, nawet miasto nosi jego imię.
Czy to nie jest jakiś specjalny rodzaj schizofrenii występującej u Ukraińców?
To przecież nie kto inny, tylko ich własny bohater narodowy oddał ich pod but Moskwy. Walczą dziś z Moskwą, w poprzednich wiekach też walczyli z Moskwą, sprzymierzyli się z Niemcami przeciw Moskwie. A to przecież nie kto inny, tylko ich bohater narodowy zgotował im ten los, składając hołd carowi Rosyjskiemu.
Gdyby taki sam hołd złożył Najjaśniejszej to by zapewne losy Polski były inne i los Ukrainy byłby inny.

A dziś na murach domów we Lwowie, witają nas takie oto napisy;

Nu lasze, po San wsio nasze!
 
Ostatnia edycja:
Nie ma epilogu tutaj bo nie przekroczyłem nawet 1648 roku, jesli chodzi Ci o epilog który powinienem napisać.

Chmielnicki był wybitnym człowiekiem, tutaj trzeba to powiedzieć bez ogródek. Nie jestem w niego zapatrzony, ale jego polityka itd. była na poziomie mistrzowskim i takich dyplomatów jak Kisiela czy Ossolińskiego wodził za nos. Bohater, a jakże bo naprawdę wiele zdziałał. To czy poddanie się Rosji było dobrym wyjściem czy nie... nie wiedział chyba na co dokładnie się gotuje...
Ale powiem, że ciekawie napisałeś, choć decyzja oddania się pod panowanie Rosji ani nie była łatwa, ani także po części spowodowana tylko jego zdaniem, trzeba brać pod uwagę i inne okoliczności.
A Chmielnicki się przed Janem Kazimierzem korzył np w 1649 po Zborowie ;) więc nie byłby to problem by zrobił to samo np. po Beresteczku czy Batohu.

Muszę gruntownie przemyśleć co napisałeś i napisać co o tym sądzę i jaki ja mam pkt widzenia, ale chciałbym się skupić na kontynuowaniu chronologicznie wydarzeń.

Oczywiście zapraszam do dalszej dyskusji i innych.

Mogę również zapytać znajomego z roku bo jest z Ukrainy. Zapytać się jak on to widzi z pozycji Ukraińca, jak to w jego kraju jest. Takie spojrzenie może wiele rozjaśnić w tejże kwestii. Jesteśmy Polakami i wielu z nas widzi to tylko z pozycji Polaka, wolałbym jednak to ujrzeć w szerszym spektrum.
 
Ostatnia edycja:
Fusku tak luźno o słowach Bouplena o przewagach jazdy polskiej i piechoty zaporoskiej to chyba tam było, że polska jazda poradzi sobie z 10 krotną przewagą konnicy kozackiej, za to kozacy zza taboru są w stanie się bronić przeciwko 10 razy liczniejszej konnicy. Chociaż to raczej jest wyolbrzymione jak większość przekazów z tych czasów. Wcześniejsze bunty były rozbijane przez wojska raczej ilościowo mniejsze niż kozackie więc te 10 :1 to takie wyolbrzymianie jak wiele opisów z tamtych czasów.
Chmielnicki był na pewno wielkim wodzem, Podobno hetman Koniecpolski pod koniec życia powiedział, że trzeba na niego uważać bo może zrobić wiele dobrego albo złego i w sumie tak zrobił. Co do jego polityki to gra na wielu instrumentach nie popłaca, sojusz z Tatarami, pokój z Koroną, poddanie się Turcji i Rosji i jeszcze rozmowy se Szwecją o sojuszu. Nic dziwnego że skończyło się na podziale Ukrainy.
 
Ostatnia edycja:
Tak są to słowa Beauplan'a. Masz mały błąd w tym co napisałeś, gdyż jeśli pierwszy przypadek jest dobrze przytoczony, tak w drugim chodzi o przewagę piechoty zaporoskiej nad polską (oczywiście zachowując liczby 1000 do 100, gdzie 100 to broniący się Zaporożcy, a 1000 to liczba piechoty polskiej) I mógł mieć rację o czym śpieszę wyjaśnić.

Po pierwsze nie można dosłownie interpretować tego co on napisał.
Pokonać czy jak to napisałeś "poradzić sobie" to nie jest wybicie w pień. Piszę tak, bo może nie miałeś tego na myśli, ale inni mogą to tak zinterpretować. Chodzi w praktyce o osiągnięcie pewnego strategicznego celu np. zdobycie jakiegoś umocnionego punktu (miasto, zamek). Armię przeciwnika trzeba pokonać albo wymanewrować, czyli jeśli pokonać to oddziały muszą być zdezorganizowane, tak jak wtedy mówili, że "wojsko poszło w rozsypkę" chodziło głównie o to, a następnie można było dobijać uciekinierów i słabo zorganizowane pomniejsze oddziały. Przy wymanewrowaniu chodzi o zdobycie strategicznie lepszego miejsca do stoczenia bitwy przez co ta druga strona nie podejmie rękawicy i się wycofa.

Wyolbrzymienie?
Masz rację: w wielu przekazach można znaleźć wyolbrzymione liczby, jednakże tutaj to też nie jest do końca prawda. Z uwagi na to, że niektórzy do armii zaliczali czeladź i służbę przy ważniejszych magnatach. I miały one jakąś wartość bojową, ale niezbyt wysoką. Reszta natomiast liczyła jedynie stricte oddziały. Polecam przeczytać artykuł na stronie kresy.pl zatytułowany bodajże "zapomniana armia".

Wcześniejsze bunty niekoniecznie były rozwiązywane "szablą" choć niewątpliwie próbowano. Ugoda krukowiecka. Hetman Koniecpolski nie mógł przełamać taboru kozackiego. Taki przykład.
Jazda polska miała olbrzymią wartość bojową i niekoniecznie musiało być jej ogrom o czym świadczy Kircholm czy Kłuszyn. A co z piechotą kozacką? Iwan Bohun pokazał po bitwie beresteckiej, gdzie został tabor kozacki, że i oni potrafią się świetnie bronić. Również miał się bronić bodajże w jakimś monasterze i nie można było go w żaden sposób zdobyć, choć niewątpliwie jego siły były mniej liczne.

O tych słowach Koniecpolskiego nie wiem, możliwe, jak mi pokażesz gdzie to przeczytałeś, uzupełnię wiedzę.
Lawirować lawirował świetnie, a Tatarzy robili to samo ;) Zgubiło to w końcu Chmiela, ale patrząc na sytuację polityczną i militarną: Jan Kazimierz bez problemu przyjąłby go ponownie pod "swoje skrzydła". Nie stało Chmiela, Iwan Wyhowski próbował być jego następcą, ale powiedzmy sobie szczerze: taki człowiek jak Chmielnicki rodzi się tylko jeden ;)
 
Możliwe że chodziło o stosunek piechoty. Inaczej to zinterpretowałem ale i tak wiadomo że chodziło o siłę wojska zaporoskiego i jazdy Rzeczpospolitej.

"Poradzenie sobie" czy też wygrana nie znaczy oczywiście wybicie przeciwnika. wygrywanie bitew poprzez szybką ucieczkę z pola bitwy jest dopuszczalne z punktu widzenia większości doktryn militarnych jak to napisał Jaskier ;)

Ugoda kurukowska została podpisana właśnie z powodu niepowodzeń niż niechęci do rozwiązywania problemów szablą.

Paweł Jasienica "Srebrny wiek" :
"Stanisław Koniecpolski w ostatnich godzinach życia popadł w odrętwienie, w "leterg" a skończył tak szybko, że nie zdążył rozporządzić mieniem, co ludziom ówczesnym zdarzało się bardzo rzadko. Pomimo to znalazł podobno czas na wyrażenie żalu, że pozostawił przy życiu Bohdana Chmielnickiego. Poprzednio, znajdując się w pełni siłi zdrowia, sam go ponownie awansował z mizernej rangi setnika pułku czehryńskiego do stopnia pisarza Wojska Zaporoskiego."Wielkie rzeczy przez tego człowieka stać się muszą albo dobre albo złe, bardzo się trza obawiać " - powiedział o nim. Przekonanie to powiązał hetman od chwili, w której Chmielnicki zapytany, co myśli o świetnie umocnionym Kudaku, odpowiedział: "Miłosti pana, ręka ludzka zbudowała, ręka ludzka może zepsować"
Maksyma niby prosta. Nie znamy jednak tonu, w jakim została wygłoszona. Domyślać się tylko możemy, co zdolny wódz wyczytał w oczach Zaporożca.
Widocznie hetman bardzo był pewien samego. Czuł, że da rady z Chmielnickim, potrafi z nim współpracować. Dlatego nie sprzątnął człowieka, przez którego " wielkie rzeczy stać się musiały". A schodząc z tego świata pojął przerażony, że nie zostawia spadkobiercy talentu. "
 
Ostatnia edycja:
Z tego co wiem w kurukowskiej Koniecpolski miał problem ze zdobyciem taboru, dwa sam był poważany wśród Kozaków więc sądził że uda się na stopie pokojowej, co się ziściło.

Pisarzem Chmielnicki był już w 1638 roku bo to on podpisał ugodę po powstaniu Pawluka i Ostranicy. A pisarz był drugą osobą zaraz po atamanie w wojsku rejestrowym.
Słowa Chmiela co do Kudaku są mi znane, mówił to chyba do Potockiego, ale może również chodzić i o inne umocnienia.

Jasienicę ciężko mi się czyta, wolę już Konopczyńskiego, Serczyka, Wimmera itd. :D

Cieszy mnie natomiast dyskusja, bo to dla mnie najważniejsze :)
 
Ostatnia edycja:
No właśnie coś i świta w głowie, że chyba został zdegradowany, ale nie jestem tego pewien, zbyt dużo faktów. Musiałbym sięgnąć do Na spokojnej Ukrainie. Dzieje kozaczyzny do 1648 roku Serczyka, ale tego akurat w domu nie mam.
 
Tak my tu gadu-gadu a ja nie piszę, prawda? Tylko mam w sumie 4 propzycję:
1) dalej ciągnąć na tym co skończyłem
2) zająć się obroną Zbaraża w 1649 roku
3) zająć się moim stanowiskiem co do poddania Ukrainy Rosji w 1654
4) mało znane bitwy z historii wojskowości polskiej (dodam tylko od siebie że tylko XVII wiek, bo ten znam najlepiej, a mało znane bitwy z wieków sąsiednich tj. XVI i XVIII to naprawdę nie znam aż tak szczegółowo by merytorycznie to opisać).

Także wiecie... Proponowałbym piątek, bo dwa następne dni będę miał zapracowane, przed weekendem postaram się na pewno jeden z tych punktów opisać jeśli nie dwa.

A teraz możemy dalej dyskutować na temat tegoż powstania, ewentualnie jakiegoś innego konfliktu z historii Polski w XVII wieku. Czekam na propozycję, możecie temat w dziale historia zakładać ;)

Miłego dnia ;)
 
Zatem będzie Zbaraż. Postaram się jednak nie opisać tylko obrony, ale nakreślić całą sytuację, która do tego doprowadziła, a także rezultat tegoż. Zaczerpnę trochę z mojego licencjatu, gdyż jest tam co nieco na ten temat, a do tego mam tam również cytaty ;)

A teraz pytanie związane z tą tematyką.

Jeremi Wiśniowiecki- doskonały dowódca, czy kat Kozaków? ;)
 
Ostatnia edycja:
Na Zbarraaażżżż !!!

Komu ojczyzna miła mości panowie Na Zbaraż!

Książe Jeremi to Wielki Wódz, nie bez kozery piszę z dużej litery. (rymło mi się)

Gdyby to jemu włożono koronę na głowę, a nie synowi jego. Najjaśniejszej po dziś dzień pokłony biłyby, poselstwa Moskwy, Berlina,Wiednia,Ankary,Sztokholmu.

Granice rozciągałyby się od wałów Bolesławowych od Jamsborga i Budziszyna na zachodzie do Wielkich Łuków, Wiaźmy, Nowogrodu Siewierskiego, Połtawy i Siczy na wschodzie. Od Dorpatu, Rygi, Mitawa, Królewca, Gdańska na północy do Raszkowa,Chocimia,Kamienia Podolskiego i Kołomyja na południu.

C W P !!!
 
Nie szedłbym aż tak daleko. Wiśniowiecki był zdolnym dowódcą, ale również krwawo rozprawiał się z Kozakami, nie bez kozery został nazwany "młotem na Kozaków". Co do korony- nie miał szans, to nie czasy "króla Piasta", a także miał wrogów w postaci silnego Ossolińskiego (politycznie silnego) a także syna hetmana Koniecpolskiego, bodajże miał Aleksander na imię. Czy byłby królem dobrym czy nie, co by się działo pod jego panowaniem? Jak granice państwa i siła państwa by się zmieniła? Tego nie wie żaden historyk, a domniemania tak daleko idące nie są dobrym wyborem, bo można je łatwo obalić.
 
"Kniaź Jarema ojciec dzieci na pal wbitych"
Nie był wybitnym politykiem ani wodzem. Jedni piszą, że z pod Piławiec uciekł jako jeden z pierwszych inni, że próbował zapanować nad chaosem. To samo z obroną Lwowa - uciekł czy wyprowadził wojska do walki?
Na koronę wtedy nie miał szans nikt z Rzeczpospolitej, żyło 2 synów Zygmusia i oni się liczyli a nawet jeżeli nie oni to jeszcze za wcześnie na to było.
Wiśniowiecki bardzo dużo zawdzięcza Sienkiewiczowi, który przedstawił go jako jakiegoś Supermena ;) Taki Janusz Radziwił miał o wiele lepsze "papiery" na zostanie królem i zbawcą RONu jeżeli już mamy pisać historię alternatywną.
 
Co lepiej stracić: miasto które można potem odbić, czy jedyne siły wojskowe w Koronie? Czytałem dwie biografie Kniazia Jaremy- Widackiego i Romańskiego. Z Piławiec uciekał każdy, nie wiemy niestety na pewno kiedy uciekł Jarema: od razu czy po czasie. Zdolnym był, w swojej karierze walczył z Rosjanami (tak przynajmniej chcą twierdzić jego biografiści) pod Ochmatowem wspomógł Koniecpolskiego, a w Zbarażu... to zobaczycie dzisiaj ;)

Co do Sienkiewicza: wg badaczy akurat on dość wiernie oddaje realia, oczywiście musiał znaleźć bohatera, a że Sienkiewicz nie był przyjaźnie nastawiony do Kozaczyzny, dlatego wybrał akurat Jaremę na tego "Supermana"
 
Ostatnia edycja:
"Kniaź Jarema ojciec dzieci na pal wbitych"
Nie był wybitnym politykiem ani wodzem. Jedni piszą, że z pod Piławiec uciekł jako jeden z pierwszych inni, że próbował zapanować nad chaosem. To samo z obroną Lwowa - uciekł czy wyprowadził wojska do walki?
Na koronę wtedy nie miał szans nikt z Rzeczpospolitej, żyło 2 synów Zygmusia i oni się liczyli a nawet jeżeli nie oni to jeszcze za wcześnie na to było.
Wiśniowiecki bardzo dużo zawdzięcza Sienkiewiczowi, który przedstawił go jako jakiegoś Supermena ;) Taki Janusz Radziwił miał o wiele lepsze "papiery" na zostanie królem i zbawcą RONu jeżeli już mamy pisać historię alternatywną.
Nie wiem skąd czerpiesz ową wiedzę o Księciu Jaremie. Ale źródła owej wiedzy tajemnej muszą być wyjątkowo wybiórcze i wyjątkowi zaciekli adwersarze Księcia musieli ją pisać.
Mnie za wszystko wystarczy nie to co zostało napisane przez różnego rodzaju autoramentu historyków, ale ówczesna społeczność szlachecka, która to w owych czasach żyła, jadała, piła i walczyła. I to ona wystawiła najlepszą i najokazalsza laurkę Księciu Jeremiemu, obierając na króla "Piasta" ( inna sprawa, że sam wybrany "Piast" bardzo daleko się poturlał od jabłoni, ale tego szlachta nie mogła wiedzieć, nie zawsze po pokoleniach wielkich rodzą się pokolenia równie wielkie, jak w przypadku Mieszko <> Bolesław Chrobry). Czy chcesz powiedzieć , że szlachta obrała "Piasta" nie z tytułu, że Książe Jarema był wielkim wodzem i politykiem, tylko okazała mu swoją wdzięczność obierając "Piasta" swoim władcą dlatego, że właśnie był marnym wodzem i lichym politykiem ? Jak wszyscy wiemy (interesujący się naszą historią mniej lub więcej) , że były rody bardziej majętniejsze i posiadające większe wpływy polityczne, niż ród Wiśniowieckich i co wybrali na swego króla syna nieudacznika i tchórza, jak to zaznaczyłeś ? Wybrali "Piasta", bo widzieli w nim przyszłe Victorie na polach bitewnych i odbudowę Majestatu Najjaśniejszej. Obrali "Piasta", bo znali jego ojca nie jako bojaźliwego szlachetki i karła politycznego, ale znali go jako Wielkiego Wodza.

C W P !!!
 
Ostatnia edycja:
Szlachta to wybierała tych co im większe "cukierki" przynosili.

Zawsze na pierwszym miejscu była własna pupcia a potem dopiero kraj . Skąd My to znamy.

A z Kozakami trzeba było się dogadać a nie traktować ich jak bydło albo jak niewolników. I wtedy historia inaczej by się potoczyła.
 
Obiecałem więc proszę, przyjemnej lektury ;)
Zbaraż...
Napompoway przez film i książkę o tym samym tytule "Ogniem i mieczem". Dziwić się w sumie nie należy- naprawdę obrońcy wykonali kawał dobrej roboty.
Najpierw mały... obraz na to jak wyglądało to w 1649 roku:
https://polona.pl/item/15373436/0/

Koniec 1648 roku, po zwycięstwach pod Żółtymi Wodami, Korsuniem oraz Piławcami (choć tutaj można polemizować nad słowem zwycięstwo) Chmiel wraz z Tatarami ruszyli wgłąb Korony. Wojska koronnego w praktyce nie było. Uciekli pod Piławiec i ciężko było jakiekolwiek oddziały zebrać. Gros magnatów zebrał się we Lwowie, stolicy województwa ruskiego. O tym kto winien jest tej bitwy, nie chcę opisywać, nie w tym poście, jeśli chcielibyście poznać moje zdanie na ten temat, wystarczy poprosić, znajdę czas i opiszę.
Więc postaram się skrócić opis, który jest w tej sytuacji potrzebny, jednakże jeśli się rozpisze to nie dojdę do samego oblężenia, tego jest po prostu za dużo.

Mieszkańcy Lwowa zebrali ponoć oszałamiającą sumę pieniędzy, około miliona złotych- suma naprawdę wielka jak na tamte czasy, a jeśli przeliczyć to na nasze obecne złotówki wyjdzie kilkakrotnie więcej. Chcieli by Jeremi dowodził obroną miasta, dali mu pieniądze na rekrutacje itp. Jednak Jeremi po zebraniu wojsk (kilku tysięcy nie jest do końca pewne ile dokładnie) uciekł, czy wyszedł razem z wojskiem z miasta. Decyzja kontrowersyjna, jednak księcia można tak potępiać jak i zgadzać się z jego decyzją.
Dość że wybierano wtedy króla. Było dwóch kandydatów, braci: Jan Kazimierz, oraz Karol Ferdynand, synowie Zygmunta III, bracia Władysława IV. W skrócie, gdyż elekcję chciałbym opisać w innym poście, wygrał Jana Kazimierz, a Jeremi był za Karolem. Co było dalej.
Chmiel po okupieniu się mieszkańców Lwowa (udało im się jeszcze trochę pieniędzy znaleźć, ponadto dali zakładników) ruszył pod Zamość. Twierdza zbudowana przez hetmana wielkiego Jana, a dalej rozbudowywana przez ordynatów wzbudzała respekt, nawet Szwedzi jej nie zdobyli, Chmiel podobnie, nie miał artylerii, ale podobno swoim pokazem sił miał zmusić szlachtę do wyboru Jana Kazimierza, który chciał załatwić rebelię Kozacką ugodą. Jan wybrany, Chmiel się wycofuje, nie tylko z powodu obrania na miejsce króla tego kogo chciał, nie oszukujmy się. Zaczynała się zima działania wojenne trwają od kwietnia, trzeba dać wojskom wypocząć, ponadto nie były przygotowane na działania w zimę, mało tego, w zimę w praktyce nie walczono. Więc Chmiel wycofał się do Kijowa. Nastąpiła przerwa w działaniach wojennych, następnie w 1649 przybyli komisarze królewscy do Chmiela, no ale Chmiel coś zmienił zdanie. Jest jeszcze inna strona medalu: czerń ukraińska, a także niektórzy Kozacy wysoko postawieni pragnęli dalszej wojny. Spójrzmy prawdzie w oczy: większość czerni musiałaby wrócić do zajęcia sprzed wojny: ciężka praca na roli, prawie że niewolnictwo. Zatem Chmiel musiał liczyć się z jej zdaniem, to może być kolejny powód przez którego wznowiono działania wojenne.
Sam miał w Kijowie rzec, tu cytuję:
Wyciągnę z lackiej niewoli cały naród ruski. A jeśli przedtem o szkolę i krzywdę swą wojowałem, teraz wojować będę o wiarę prawosławną naszą. Pomoże mi czerń cała po Lublin i Kraków (dość odważne stwierdzenie), której ja nie odstąpię, bo to prawa ręka nasza, żebyście chłopstwa nie zniósłszy, w kozaki nie uderzyli. Będę mieć dwakroć, trzykroć sto tysięcy swoich. Orda cała. Przy tym Tuhaj-bej blisko mnie, mój brat, moja dusza, jedyny sokół na świecie, gotów wszystko uczynić co zechce ! Teraz wieczna nasza kozacka z nimi przyjaźń, której świat nie rozerwie (także odważne słowa, na czym Chmiel się "przejedzie").

A pułkownicy kozaccy mieli dodać:
Już minęły te czasy, kiedy nas siodłali Lachy ludźmi chrześcijańskimi, sili nam byli dragoni. Teraz już się ich nie boimy. Poznaliśmy pod Piławcami: nie oni to Lachowie, co przedtem bijali Turki, Moskwę, Niemce, Tatary, nie Żółkiewscy, nie Chodkiewicze, nie Koniecpolscy, Chmieleccy (Chmielecki, nie pamiętam imienia, był świetnym "zagończykiem"), ale tchórzowscy, zajączkowscy, dzieciny w żelaza poubierane!.
(oba cytaty z książki Podhorodeckiego- "Kozacy Zaporoscy. Czy Polska stworzyła Ukrainę?")

No więc wojna...

Teraz powiecie, gdzie Jeremi?
A był on na sejmie koronacyjnym. Dostał wcześniej buławę regimentarską (regimentarz zastępował hetmana, a pamiętajcie że koronni byli w niewoli) w Lwowie od jednego z dowódców sił. Po wyborze nowego króla dochodziło do niszczenia symboli piastowanej funkcji, wtedy król oddawał je. Jeremi wedle zwyczaju zniszczył chorągiew (o ile dobrze pamiętam) oddał królowi ułamane jej fragmenty, ale nowej nie dostał- policzek dla ambitnego magnata. Tu cytuję Albrychta Stanisława Radziwiłła:
Ponieważ [nowy] król resztki złamanego znaku chorągwi królewskiej oddawał[zwykle] do rąk hetmanów, więc chociaż tylko do czasu Wiśniowiecki naznaczony wodzem, oczekiwał jednak tego jako zastępca w dowództwie wojskiem, Lecz król pominąwszy go ku jego niezadowoleniu, oddał te resztki w ręce pokojowca

Król wybrał trzech regimentarzy:: Andrzeja Firleja, Stanisława Lanckorońskiego oraz Mikołaja Ostroroga. Lepszy wybór niż Pierzyna Łacina Dziecina.
Rozpoczęto zbieranie wojska, regimentarze udali się na Ukrainę wraz z częścią wojsk. Tam też znajdował się nie kto inny tylko nasz "bohater" Jeremi Wiśniowiecki, tak samo butny, ambitny i przekonany o swojej wielkości jak wcześniej. Trochę na króla obrażony, bankrut finansowy, gdyż stracił swoje "księstwo zadnieprzańskie" niemniej nadal posiadający znaczne siły. Regimentarze wiedząc, że jest on zdolnym dowódcą w końcu połączyli z nim wojska (książę nie chciał połączyć się z nimi, tylko oni z nim, to różnica, ponadto Wiśniowiecki wybrał lepsze miejsce na obóz) ruszyli w końcu do swojego miejsca przeznaczenia, no więc Zbaraż.

Mały zamek, przebudowywany, nowoczesny, ale nadal niewielkich rozmiarów. Dobre miejsce dla małego wojska, nie można było natomiast atakować większymi grupami wojsk, przeszkadzały w tym bagna.
Dobrze, a teraz kto był dowodzącym? Oczywiście mamy regimentarzy, ale jest też Jeremi, który dzięki książce i filmowi został okrzyknięty dowódcą Zbaraża. Z technicznego punktu widzenia, dowódca byli regimentarze, jednak praktycznie zdali się oni na kniazia, choć większość decyzji była wspólnie podejmowana. Ciekawostka: w tychże wojskach znajdował się także brat przyszłego króla Jana III, Marek, który był starostą krasnostawkim.
Jak to zanotował Albrycht Stanisław Radziwiłł:
"O ich męstwie i marsowym oporze, stawianym wrogom, należy krótko opowiedzieć, tak jak mi o tym wiernie doniosła relacja ludzi tam będących".

No dobrze, zatem mamy dowódców i wojska w Zbarażu (ok 15 tys.), na nich idzie ok. 100 tys. armia dowodzona przez Chmiela i chana Islam Gereja III. Oblężenie zaczęło się 10 lipca 1649 roku. Jak wspomniałem nie można było wykorzystać wielkości wojsk, jednakże trzeba przyznać, że armia była liczna a także szczególnie jeśli chodzi o Tatarów i pułki Kozackie (nie czerń) byli oni dobrze uzbrojeni. Ponadto, Chmiel męczył załogę Zbaraża częstymi atakami nawet tej czerni, bo choć wojska kozacko- taktarskie miały rotację w oddziałach, tak w Zbrażu praktycznie taka rotacja nie istniała. Obrońcy często sypiali pryz umocnieniach, w praktyce na wałach.

Jednak obrońcy trwali. Wiele szturmów, wiele ataków, czy to w noc czy w dzień. Czy dzień słoneczny, czy deszczowy, czy zamglony, nie było to ważne. Oczywiście czasami dochodziło do przerw w działaniach wojennych, ale obrońcy byli skutecznie zamknięci, nie mogli w praktyce wyjść, choć na początku oblężenia, dopóki były konie atakowano wojska kozackie, które szturmowały na zamek. Dobra decyzja, takie flankowe ataki były genialnym wręcz posunięciem, ponadto trzeba były wykorzystać potencjał naszej jazdy. Obrona się przedłużała, zaczęło brakować wody i pożywienia. Cytując znowu Radziwiłła:
"Zbarażu za groszową bułkę płacono całego florena"-czyli trzydziestokrotnie więcej niż w czasie pokoju.
Ceny zatem były kolosalne, jak to na wojnie.

"Dopóki były konie"- oczywiście te, które zostały zabite przez np. strzał armatni zostały rozdzielone na porcje mięsa, inne potem również zabijano dla pożywienia, trzeba było skądś brać jedzenie. Z wodą również było ciężko. Co jakiś czas zwężali promień wałów wycofując się bliżej zamku. UWAGA! Cześć dowódców chciała bronić się jedynie w zamku, Jeremi takiego rozwiązania nie brał pod uwagę, tylko zza ziemnych umocnień. Czemu? Raz mniej miejsca, dwa brak elastyczności, co do dalszej walki. Kapitulacja oznaczała w praktyce śmierć Wiśniowieckiego, a wojska w niewole tatarską, lub to samo co się stało w 1652 roku pod Batohem.
Jednakże Jeremi wiedział, że te wojska które znajdują się w Zbarażu nie wystarczą. Zatem postanowiono wysłać ochotników by przedarli się do króla z wołaniem o pomoc.
KOLEJNA UWAGA!
Nie tylko Skrzetuskiemu się udało. Inny (nie mogłem znaleźć tegoż nazwiska, nie jest to tak ważne), który wyruszył wcześniej również dotarł do króla. Skrzetuskiemu również ta sztuka się powiodła (ale miał na imię Mikołaj, a nie Jan, ponadto nasz siekiewiczowski bohater był "czysty jak łza" niekoniecznie tak było z jego pierwowzorem, o czym mogę napisać w innym poście). Skrzetuskiemu się udało, Jan Kazimierz zbierał wojska.
Ciekawostka: Skrzetuski za ten czyn miał dostać jakieś nadanie ziemskie, ale nigdy się go nie doczekał.

Ok, Zbaraż się broni, Chmiel atakuje, Jan Kazimierz zbiera wojska. Pięknie. Polacy idą na odsiecz. Wojsko zbierało się dość powoli, oczywiście już wcześniej zaczęto mobilizacje, ale w końcu wyruszono pomóc Zbarażczykom (jeśli mogę tak określić).
Teraz przejdziemy do tego co najbardziej lubię: taktyka!
Jan Kazimierz był dość dobrym dowódcą, jednakże popełniał błędy, nie ustrzegł się ich też w tej kampanii, a co go uratowało? Działanie pióra!
Czemu?
Szedł sobie nasz władca pod Zbaraż, był już niedaleko, bo pod Zborowem. I teraz mała dygresja. Sądzicie, że Chmiel sobie od tak siedział pod Zbarażem? Skądże znowu! Pokazał, że jest przebiegły. Część sił zostawił pod Zbarażem, a z większością sił i Tatarami poszedł na naszego króla. Jan Kazimierz nie wiedział w praktyce nic o wojskach powstańców, ich ilości i tego jak są rozlokowane. Nawet nie wiedział, że niedaleko niego znajdują się główne siły pod Chmielem i chanem. Oddaję tu głos pamiętnikarzom:
Mikołaj Jemiołowski zanotował:
Alić o kilka mil od Zbaraża , pod Zborowem, wojsko z królem i z inszymi senatorami postrzeżone i zaraz zewsząd niemal osaczone zostaje.
Albrycht Stanisław Radziwiłł napisał:
król […] oznajmił, iż zamierza nazajutrz pociągnąć w kierunku wroga i nie chciał od tego w żaden sposób odstąpić [...]Pospólstwo tak twardo tkwiło w rebelii, że chociaż wielu Tatarów kryło się w lasach, za żadną cenę nie chciało naszych o nich powiadomić, a co więcej, spoglądając z najwyższych drzew dawało wrogowi jakieś znaki.

Czy można dzięki temu usprawiedliwić króla? Moim zdaniem nie. Wysłane odpowiednio silne oddziały kawalerii powinny poradzić sobie z pospólstwem, które jak notował Radziwiłł nie pozwalało rozeznać się w sytuacji. Król wpadł w pułapkę. Wszystkie karty w rękach Chmielnickiego. To tak jakby grał w pokera i miał silne karty, powiedzmy dwa asy.
Siły polskie pod Zborowem zostały zaatakowane, sytuacja była trudna, jeśli nie mówiąc ciężka. Jan Kazimierz jednak okazał się pokerzystą na miarę dzisiejszych czasów. Miał w talii jokera, jeśli nawet nie dwa ;) Wracamy do owego pióra, które uratowało naszego władcę. Co kryło się pod tymi kartami? Kanclerz wielki koronny, oraz słabość Tatarów do łupów. Ale nie tylko słabość. Chcieli utrzymać tą kruchą równowagę. Dzięki temu mogli dyktować warunki tak Kozakom jak i Rzeczypospolitej.
Pióro nie stępiało. Układy z Chanem może i szły opornie, ale doszły do skutku. Ponadto chan tatarski narzucił warunki Chmielnickiemu. Jakie? Głównie chodziło o zwiększenie rejestru do 40 tys Kozaków. Tyle wojsk Rzeczyposolita nie miała nawet pod Chocimiem w 1621 roku (nie liczę Kozaków pod Sahajdacznym oraz ciurów obozowych i czeladzi). Niemała siła, która mogła być sporym wzmocnieniem sił w tym rejonie. Ponadto w praktyce trzy województwa: kijowskie, bracławskie i czernihowskie były terenem, gdzie de facto władzę miał Chmielnicki. Tatarzy mogli sobie łupić, dostali sowity okup.

Obrońcy Zbaraża mogli w końcu wyjść zza umocnień. Bronili się do końca. Trwało to do 22 sierpnia. Zatem ponad miesiąc 15 tys. armia broniła się przed 100 tys. (a nawet i 200 tys. jeśli liczyć czerń). Niesamowity wyczyn, prawda? Z całą pewnością wielki, i zapisał się w naszej historii. Straty obrońców? Ok 1/3 broniących się w Zbarażu zginęła, bardzo duży procent, ale spełnili swój żołnierski obowiązek.

Rzeczypospolita okupiła się przed klęską pod Zborowem, nie oszukujmy się do takiej sytuacji by doszło. Obrona Zbaraża w końcu zostałaby pokonana, lub sama by się poddała.
Pióro uratowało króla i wojska koronne, kto by się spodziewał ;)

Zapraszam do dyskusji.

P.S.
Zapomniałem dodać publikacji z których korzystałem:
Źródła:
Mikołaj Jemiołowski, Pamiętnik dzieje Polski zawierający, oprac. Jan Dzięgielewski, Warszawa 2000.
Albrycht Stanisław Radziwiłł, Pamiętnik o dziejach w Polsce, t. 3, oprac. Adam Przyboś i Roman Żelewski, Warszawa 1980.
Opracowania:
Romuald Romański, Wojny Kozackie. Od Zbaraża do ugody w Perejasławiu, Warszawa 2013.
Leszek Podhorodecki, Kozacy Zaporoscy. Czy Polska Stworzyła Ukrainę?, Warszawa 2011.
Leszek Podhorodecki, Dzieje Ukrainy, Warszawa 2014.
 
Ostatnia edycja: